Product Manager „na swoim" - podsumowanie po 2 latach (także finansowe)
Czy opłacało się przejść na swoje? Ile zarobiłem? Co dalej? Czy wracam na etat?
Hej,
Dwa lata temu pracowałem jako Head of Product w SentiOne. Miałem zespół. Miałem budżet. Robiłem AI, zanim stało się to modne.
A jednak we wrześniu 2023 r. rzuciłem to wszystko, by budować Product Academy.
Przejście z bezpiecznego fotela Head of Product na “swoje” to marzenie wielu PM-ów, ale też ogromne ryzyko. Po 2 latach robię podsumowanie pracy na swój własny rachunek, by dać Ci realistyczny obraz tego jak to wygląda.
Bez bullshitu. Z liczbami. I decyzją czy wracam na etat. 👇
W dzisiejszym wydaniu:
Dlaczego rzuciłem „pracę marzeń” w 2023 roku?
Era walki z „backlog product managementem” - moja misja i fundament PA
Zderzenie z rynkiem - jak wyglądały początki i te 2 lata
ZWYCIĘSTWA z których jestem dumny
PORAŻKI, czyli co nie wyszło?
Ile zarobiłem na swoim? Wyniki PA
Co dalej? Czy wracam na etat?
1. Dlaczego rzuciłem „pracę marzeń”?
Zacznijmy od kontekstu. SentiOne to była moja najdłuższa praca w karierze. I najbardziej satysfakcjonująca.
Przez lata zbudowałem tam coś, z czego byłem naprawdę dumny - od zera stworzyliśmy platformę Conversational AI, obsługującą setki tysięcy rozmów miesięcznie w największych content center. Dodatkowo SentiOne Listen - używany przez firmy na cały świecie.
Prowadziłem zespół produktowy jako Head of Product. Miałem realny wpływ na kierunek rozwoju. Pracowaliśmy nad AI i NLP, zanim “sztuczna inteligencja” stała się buzzwordem na każdej konferencji.
Dlaczego więc to zostawiłem? Rynek pracy dla Product Managerów nie wyglądał w 2023 roku przecież kolorowo.
Ostatecznie jednak wszystko sprowadza się do Twojego osobistego kompasu wartości. Polecam każdemu co jakiś czas do tego wracać - właściwie decyzje okazują się wtedy prostsze i bardzo oczywiste.
Mój kompas wskazał mi dwa powody, dla których musiałem odejść:
1️⃣ Rozjazd wartości
Pracowałem z wieloma świetnymi ludźmi. Ale z czasem w firmie zaczęło pojawiać się coraz więcej osób, z którymi po prostu nie było mi po drodze. Ludzie z zupełnie odwrotnymi WARTOŚCIAMI do moich w kontekście współpracy, budowy zespołu, budowania produktu.
Nie chodzi o to, że wszyscy musimy być tacy sami. Ale są pewne dla mnie fundamentalne wartości, których nie mam zamiaru łamać we współpracy. I coraz częściej czułem, że muszę iść na kompromisy, na które nie chciałem się godzić.
2️⃣ Dusza przedsiębiorcy
Drugi powód był dużo bardziej osobisty. Kto mnie zna dłużej, ten wie, że nigdy nie byłem typowym pracownikiem etatowym.
Moja droga do Product Managementu nie wiodła przez managerskie szczeble, ale przez fascynację i budowę… własnych (głownie nieudanych) startupów. Zaczynałem jeszcze na studiach. Właśnie ta chęć budowania i przedsiębiorczy mindset ostatecznie zaprowadziły mnie do roli PM-a.
Ale bycie „CEO produktu” na etacie to jednak nie to samo, co budowanie swojego produktu. Zawsze miałem z tyłu głowy chęć powrotu na swoje. Chęć budowania czegoś od zera, na własny rachunek i brania za to pełnej odpowiedzialności.
Do tego doszła pasja do edukacji, dzielenia się widzą i rozwoju innych. Product Vision budowałem po godzinach już od 2016 roku. Prowadziłem warsztaty, pisałem, nagrywałem. Czułem ogromną satysfakcję, widząc, jak inni rosną dzięki moim wskazówkom.
Sprawiało mi to ogromną frajdę, ale doba nie jest z gumy.
Traktowanie tego jako side-project przestało wystarczać. Wiedziałem, że jeśli chcę to zrobić na poważnie, muszę postawić wszystko na jedną kartę i wejść w to na 100%.
2. Era walki z „backlog product managementem” - moja misja i fundament PA
Dla mnie była to wtedy era walki z backlog product managementem.
Przez poprzednie 12 lat pracowałem na pierwszej linii frontu jako Product Manager, potem Head of Product. Współpracowałem z dziesiątkami zespołów produktowych. I widziałem jeden powtarzający się wzorzec:
Wielu Product Ownerów świetnie zarządza backlogiem. Wspierają zespół w codziennej pracy. Pilnują sprintów. Ale to za mało, żeby współtworzyć produkty, które naprawdę robią różnicę.
Sam przeszedłem tę drogę - od typowego Scrum PO do Product Managera i Head of Product. Wiem, jak trudne jest przekroczenie granicy między “zarządzaniem backlogiem” a realnym product managementem.
Wiem też, że większość PM-ów NIE pracuje w “idealnych firmach produktowych” z case studies. Nie pracujemy w idealnych firmach „product-led”. Nie mamy idealnych zespołów. Sami też nie jesteśmy idealni.
I właśnie dla nich chciałem stworzyć Product Academy.
Miejsce, gdzie produktowcy mogą zrobić kolejny krok - nie w oparciu o abstrakcyjne frameworki z książek, ale o to, co realnie może zadziałać w ich nieidealnych środowiskach. Nie od konsultantów i influencerów, ale od praktyków, którzy sami przez to przeszli, którzy też mają ubrudzone ręce w codziennej pracy operacyjnej.
Zdefiniowałem nawet swoją małą Misję:
Pomóc 1000+ produktowcom przekroczyć granicę między „zarządzaniem backlogiem” a prawdziwym product managementem.
Wystartowanie Product Academy miało być fundamentem tej mojej walki z backlog product managementem.
Misja była jasna. Wizja była piękna. A potem przyszedł rynek i powiedział: „Sprawdzam”.
3. Zderzenie z rynkiem
Widziałem już dlaczego, wiedziałem już co chcę robić. Decyzja zapadła:
Żeby było jasne - to nie jest tak, że “rzuciłem wszystko i zacząłem od zera z laptopem w kawiarni”.
Product Vision, side-project edukacyjny prowadzony z Olgą Springer, budowałem po godzinach od 2016 roku. Siedem lat zbierania doświadczeń, budowania marki osobistej. Razem z Olgą realizowaliśmy już wcześniej Product Management Academy - wiedziałem, że będą pierwsi klienci na 1-2 duże szkolenia w roku.
To dawało jakąś poduszkę na start.
Wydawało się, że będzie z górki. Że przejście z “po godzinach” na “full-time” to tylko kwestia zwiększenia tempa. W końcu będę mógł poświęcić temu 100% uwagi i efekty przyjdą same.
2023: Bolesna weryfikacja
Moja logika była prosta: na etacie miałem może 15-20 godzin tygodniowo na Product Academy. Teraz będę miał 40+. Czyli 2-3x więcej czasu, który przyspieszy tempo wzrostu i monetyzacji.
Proste, prawda? No to już Wam piszę, jak to realnie wyglądało 👇
1️⃣ Więcej czasu ≠ więcej pieniędzy. Przynajmniej nie od razu.
Szybko okazało się, że nagły wzrost dostępnego czasu nie przekłada się magicznie na powtarzalne, zarabiające na siebie produkty. Mogłem pracować 12 godzin dziennie nad nowym programem szkoleniowym - ale to nie znaczyło, że ktoś go zaraz kupi.
Bo klienci B2B nie zaczęli nagle walić drzwiami do Product Academy. Firmy nie wiedzą, że istniejesz, tylko dlatego że rzuciłeś etat. Nawet jeśli chcą kupić Twoje usługi to ten cykl trwa.
Potencjalni uczestnicy kursów też nie budzą się rano z myślą “o, Tomek poszedł na swoje, to się zapiszę”. Dlatego piszesz posty, nagrywasz podcasty, budujesz newsletter... To wszystko to duża inwestycja czasowa.
2️⃣ Trudne (psychicznie) pierwsze miesiące bez przelewu
Przez lata, do 10 dnia miesiąca na konto wpływała stała pensja. Nagle cisza. Widzisz, że jeśli nie chcesz, by oszczędności zaczęły topnieć, musisz zarobić. I to szybko.
To uczucie, na które trudno się przygotować, nawet jak masz poduszkę finansową. Racjonalnie wiedziałem, że tak będzie - miałem oszczędności, plan, świadomość tej sytuacji. A mimo to - to było trudne uczucie. Każdy wydatek to nie “wydaję z tego, co zarobiłem”, tylko “wydaję z tego, co odłożyłem”. I jeśli nic się nie zmieni, to za X miesięcy będzie zero.
A w edukacji cykl zwrotu jest długi. Zbudowanie porządnego programu szkoleniowego to miesiące pracy, które zwrócą się (o ile w ogóle) dopiero po kolejnych kilku miesiącach sprzedaży.
Na etacie to nie problem, bo to był po prostu “dodatek” do pensji. Z pensji można było zawsze pokryć koszty trenerów, nawet jeśli coś nie wyjdzie. Teraz jest trochę inaczej.
3️⃣ Wzrost kosztów
Przejście na „swoje” to nie tylko brak pensji, to nagły wzrost kosztów. Żeby budować profesjonalną akademię, potrzebowałem infrastruktury. Oto moje realne koszty na start (netto), żebyście mieli obraz skali:
Platforma kursowa: ~4 000 zł
Narzędzia do newslettera, email marketingu, strony: ~4 000 zł
Google Workspace: ~1 000 zł
Inne narzędzia i software: ~4 000 zł
Nagle robi się z tego konkretna suma kosztów stałych, które musisz pokryć, zanim w ogóle zarobisz pierwszą złotówkę na czysto.
4️⃣ Kuszące strzały
Moim zarabiającym na siebie MVP na start były szkolenia dedykowane dla firm. Złapałem pierwsze zlecenia w 2023 roku - MIG Group, STATSCORE (dziękuję Wam bardzo :)). Nie było tego dużo, ale wystarczyło, żeby oszczędności przestały tak szybko topnieć.
Tylko, że to rozwiązanie ma swoją ciemną stronę: szybszy cash flow vs czas na budowę skalowalnych produktów.
Szkolenie dedykowane to też kilka(naście) dni intensywnych przygotowań, potem follow-up. Dostajesz za to konkretną kwotę na konto - fajnie. Ale ten czas nie wraca. A Ty zamiast budować skalowalny produkt, sprzedajesz swoje godziny.
2024-25: Rozwój biznesu
Po trudnym starcie przyszedł czas na stabilizację i skalowanie. Tak jak w produkcie - po fazie MVP i „gaszenia pożarów”, musisz zacząć budować trwałe fundamenty.
Oto skondensowana historia 2024 i 2025 - przelot przez najważniejsze wydarzenia, żebyśmy mogli przejść do najważniejszych wniosków.
Rok 2024: Product Discovery i Metryki produktowe
To był rok, w którym postawiłem na to co kluczowe dla każdego PMa: Product Discovery i ewaluację wprowadzonych zmian za pomocą analityki produktowej. Chciałem skupić się na tym, co realnie boli zespoły - jak przestać zgadywać, a zacząć podejmować lepsze decyzje.
Najważniejsze momenty:
Start Product Discovery Academy z Krzyśkiem Miotkiem
Nowa wersja Akademii Analityki Produktowej z Olgą Springer i Łukaszem Podgajnym
Mentoring dla 4 product managerów i leaderów zespołów produktowych
Seria szkoleń zamkniętych dla ok. 10 firm z product discovery i metryk produktowych
2 kolejne edycje Product Management Academy
Całość roku pięknie zakończyła się… nagraniem podcastu z Marty Caganem!
Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że będę miał okazje porozmawiać w podcaście z autorem mojej ulubionej produktowej książki i guru product managementu na świecie - nie uwierzyłbym. Dalej trochę nie wierzę.
2025: Strategia produktowa
Jeśli 2024 było o discovery i metrykach, to 2025 jest o strategii produktowej.
Co się wydarzyło:
Strategia Produktowa dla Tutlo - praca nad przygotowaniem i wdrożeniem strategii produktowej (+strategii produktowej AI) w jednej z najciekawszych polskich firm edtech. Łącznie kilka miesięcy ciężkiej pracy hands-on.
Start Product Strategy Meetup z Mariuszem Witkowskim - wirtualnego spotkania dla liderów produktowych
Wszedłem w głębszy consulting i mentoring strategiczny
Największa edycja Product Management Academy, kolejne edycja pozostałych programów szkoleniowych
Pierwszy AI Product Bootcamp z Jakubem Uniejewskim – nowy format, nowy temat, nowe wyzwanie
Tyle historii. Przejdźmy do tego, co tygrysy lubią najbardziej - czyli mięsa. Czego nauczyły mnie te dwa lata i co z tego możesz wyciągnąć dla siebie? Czas na szczerą retrospektywę.
4. ZWYCIĘSTWA z których jestem dumny
Zaczniemy od rzeczy, z których jestem naprawdę dumny w trakcie tych 2 lat.
4.1. 1000+ przeszkolonych produktowców
Pamiętasz mój cel z początku? Pomóc 1000+ produktowcom wyjść z roli “backlog managera”. Nie jestem w stanie tego wprost policzyć, ale mogę zobaczyć ile mamy absolwentów szkoleń Product Academy.
Słownie: Ponad TYSIĄC ABSOLWENTÓW 🤯
I mówię tu tylko o płatnych szkoleniach z warsztatami. Nie wliczam w to tysięcy osób na darmowych webinarach, live’ach, newsletterach, kursach online czy wystąpieniach/warsztatach na konferencjach. Brzmi to niesamowicie.
Liczba uczestników to jedno. Ważniejsze jest, jak zadowoleni absolwenci za nią stoją:
Satysfakcja (CSAT): oscyluje na poziomie 5,5 / 6.
NPS (Net Promoter Score): osiąga u nas astronomiczny poziom 80-90 / 100. Widzę to też w praktyce - ile osób trafia na szkolenia z poleceń.
Retencja: Zdecydowana większość uczestników (70-80%) dociera do końca naszych wymagających, kilkutygodniowych programów.
4.2. 400 000 zł dla produktowych praktyków 💰
To kwota, z której jestem chyba najbardziej dumny.
Ponad 400 000 zł netto - taką łączną kwotę wypłaciłem przez ostatnie 2,5 roku partnerom i mentorom - produktowym praktykom współpracującym z Product Academy.
Płacenie partnerom szkoleniowym to raczej standard na rynku. Ale mentorzy-praktycy przygotowujący prezentacje, case study, inspiracje? Rzadko kiedy są wynagradzani - nawet w “premium” produktach edukacyjnych.
Dla mnie to zawsze było oczywiste: występujesz u mnie, dzielisz się swoim doświadczeniem i wiedzą, poświęcasz swój czas w mojej inicjatywie, na której zarabiam → należy Ci się za to wynagrodzenie.
I tego chcę się trzymać.
Tym bardziej cieszę się, że taka kwota mogła trafić do kieszeni innych doświadczonych product managerów, których wiedzę szanuję.
4.3. Wartość przede wszystkim (wartość > zysk)
Przejście z side-projectu na full-time oznacza większą presję na kasę. Nie ma już pensji, która ratuje miesiąc bez sprzedaży. Pojawia się ciśnienie, żeby monetyzować wszystko, co się da.
Mega się cieszę, że mimo tego ciśnienia udało mi się utrzymać moje fundamenty:
1️⃣ Po pierwsze: wartość
Moim kryterium udanego szkolenia nie jest to, ile z niego zarobiłem. Nawet w sumie nie to, ile osób da wysoką ocenę. Ale ile osób zastosuje przynajmniej 1 rzecz ze szkolenia w swojej realnej pracy.
To nie jest łatwe do zmierzenia. Ale jeśli projektuję szkolenie z myślą przede wszystkim o tym - to naturalne stają się ciągłe usprawnianie, dostosowywanie do uczestników, obsesyjne myślenie “jak to jeszcze ulepszyć” i sprawić żeby było łatwiej aplikowalne.
Koszt czasowy tego jest duży, ale nie potrafię chyba inaczej.
2️⃣ Dostępność cenowa:
Bilety na niektóre programy wyprzedają się w ciągu kilkunastu godzin. W feedbacku słyszę co jakiś czas: “Tomek, nauczyłem się tu więcej niż na studiach podyplomowych za 7 tysięcy”. Logika biznesowa podpowiada - podnieś drastycznie cenę. Dużo więcej zarobisz. Korpo zapłacą.
Ale dla mnie priorytetem zawsze było tworzenie edukacji dostępnej. Dostępnej także dla tych, którym korpo nie postawi szkolenia. Dla PM-ów, którzy płacą z własnej kieszeni, bo chcą się rozwijać.
Ceny oczywiście rosną - bo koszty rosną, bo wartość rośnie. Ale moim celem jest taki format, żeby przeciętny PM mógł sobie na niego pozwolić.
3️⃣ Realna praktyka
Uczę tylko tego, co sam stosuję. Metod, które sam wykorzystywałem i wiem, z czym się realnie wiążą - jakie plusy i minusy. Nie sprzedaję teorii z książek czy warsztatów, której nie zweryfikowałem “hands on” w produkcie.
To samo dotyczy partnerów i mentorów, których zapraszam do szkoleń. Hands-on praktycy, nie konsultanci i influencerzy. Ludzie, którzy realnie doświadczają pracy produktowej (i konsekwencji z tym związanych).
4.5. “Szalone” projekty, które nie mają sensu biznesowego
Praca na swoim daje mi przestrzeń na rzeczy, które w normalnej firmie nastawionej na zysk nie miałyby racji bytu. Dzięki temu mogę realizować swoje, czasem szalone i trochę kontrowersyjne, pomysły.
Co zrobiłem przez te 2 lata:
100+ rozdanych książek - coroczna akcja urodzinowa + dodatkowe akcje rozdawania książek. Z własnej kieszeni, bo chcę się odwdzięczyć społeczności za wsparcie.
Product Discovery Challenge - letnie praktyki, gdzie kilkaset osób mogło za darmo ćwiczyć prowadzenie wywiadów z użytkownikami. Wywiadów, które przydały się fundacji ratującej zwierzaki.
10 000+ zł zebrane na cele charytatywne – poprzez różne akcje społeczności produktowej
Coroczne produktowe... wyzwanie szachowe - Lubie szachy i product management, to… dlaczego tego nie połączyć?
Product Leadership Meetup - pierwszy w Polsce meetup online dla doświadczonych liderów produktów
Żaden z tych projektów nie zarabia, każdy kosztuje czas, niektóre wręcz pieniądze. Wbrew pozorom, nie przynoszą one realnych “leadów”. Ale to jest właśnie ta wolność, która daje mi praca na “swoim”. Nikt mnie z ROI nie będzie tu rozliczał, więc mogę robić rzeczy, które mają sens dla mnie i dla społeczności.
5. PORAŻKI, czyli co nie wyszło?
Transparentność to nie tylko chwalenie się sukcesami. Jako PM-owie wiemy, że “lessons learned” z porażek są często cenniejsze niż te z sukcesów. Dlatego w duchu mojego ukochanego radical candor - oto lista rzeczy, które koncertowo mi nie wyszły (lub po prostu uznaje je za błędne decyzje).
1️⃣ Budowanie społeczności (kampus Product Academy)
Miałem piękną wizję: stworzyć zamkniętą przestrzeń, gdzie kursanci będą się wymieniać wiedzą, networkować i pomagać sobie nawzajem.
Rzeczywistość: Zbudowanie zaangażowanej społeczności jet bardzo trudne. Mimo że dyskusje się toczą, nie czuję, by wnosiło to wystarczającą wartość dla uczestników. Ludzie są zmęczeni kolejnymi Slackami i Discordami.
To pomysł, której wciąż daleki jest od dostarczenia realnej wartości.
2️⃣ Rozdrobnienie
To mój największy grzech. Ciężko o głębokie myślenie strategiczne, gdy skaczesz między tematami. Szczególnie gdy jesteś soloprenurem i nie stoi za tobą wielki operacyjny zespół.
Mam miliony pomysłów i inspiracji, jak jeszcze można wnieść wartość społeczności produktowej. Nowy program, nowy cykl, kolejne wyzwanie, kolejny podcast itd.
Brzmi to fajnie, ale ciągłe wchodzenie w nowe tematy utrudnia skalowanie tego, co już działa.
3️⃣ Horyzontalne skalowanie przez duże programy
Uruchomienie kilku dużych programów szkoleniowych (PMA, Analityka, Discovery), duże szkolenia dedykowane i konsulting - to wszystko było niesamowitym wyzwaniem, podczas których wiele się nauczyłem.
Ale… dla solopreneura już czuję że to był krok za daleko. Każdy z tych programów wymaga ciągłej atencji, marketingu i operacyjnego wsparcie. Ostatecznie IMHO utrzymanie takiej “szerokiej półki” angażujących produktów bez rozbudowanego zespołu jest na dłuższą metę niemożliwe.
4️⃣ Brak płatnej reklamy
Z jednej strony brzmi dumnie: “Cała sprzedaż oparta na poleceniach i organicznej sprzedaży. 0 zł wydanych na reklamy”.
Ale z perspektywy biznesowej to zabranie sobie jednego z silników wzrostu. Organiczny wzrost jest świetny, ale do szybszego skalowania zabrakło mi odwagi, by odpalić ten trzeci silnik wzrostu - płatną akwizycję. Kilka razy się przymierzałem, ale nigdy nie dowiozłem tego tematu do końca.
6. Własny solo-biznes - na co trzeba być gotowym?
Często romantyzujemy startowanie nowego biznesu. W internecie bycie „na swoim” wygląda jak bajka przepełniona sukcesami.
Po ponad 2 latach wydaje mi się, że mam już trochę doświadczeń i mogę powiedzieć z czym się to realnie wiąże (a przynajmniej wiązało dla mnie).
Dlatego zanim rzucisz etat, muszę Ci opowiedzieć o kilku rzeczach, które dla mnie były trudne i na które warto być gotowym:
Samotność - to chyba najtrudniejsze dla mnie. Na etacie narzekałem na spotkania. Na “swoim” tęsknię za biurem i pogadaniem z kimś przy kawie. W biurze, gdy masz problem, idziesz na kawę z kumplem z zespołu, robisz burzę mózgów, narzekasz na management. Jako solopreneur? Jesteś sam. Jesteś sam ze swoimi decyzjami, wątpliwościami i porażkami. Musisz sam być dla siebie szefem, mentorem i motywatorem.
Zmienność - są miesiące, gdy wszystko się kręci, nie wiesz w co włożyć ręce, klienci sami się do Ciebie odzywają. A potem przychodzi miesiąc ciszy i brak kolejnego kontraktu. Ta sinusoida potrafi bardzo męczyć psychicznie. Stabilizacja to luksus, za którym czasem się tęskni. W dobrych miesiącach czujesz się “królem świata”. W złych, kładziesz się spać i myślisz o powrocie na etat.
Multitasking na sterydach. Jesteś CEO, Head of Product, Salesem, Marketingiem, Finance i Office Managerem w jednym. Codziennie milion małych problemów. Zostawiasz pracę nad nowym kursem, żeby wystawić fakturę. Przerywasz pisanie artykułu, żeby naprawić komuś dostęp do platformy.
Urlop i choroba to fikcja - na etacie bierzesz L4 i świat się nie wali. Na swoim? Masz zaplanowane szkolenie dla 20 osób i czujesz, że zaczyna Cie rozkładać choroba. Spinasz się i (poza hardocorwymi sytuacjami) zrobisz to szkolenie. Jesteś na wakacjach i pada platforma kursowa albo klient ma problem z fakturą? Wyciągasz laptopa i naprawiasz. Nie ma dni w 100% wolnych od odpowiedzialności.

Syndrom oszusta - to pytanie wracało do mnie jak bumerang: „Czy ja naprawdę mogę mówić innym, jak mają pracować, skoro sam nie pracuje już "hands-on?” Nie jestem już aktywnym PM-em wewnątrz organizacji. Czy nie zamieniam się w „szkoleniowca-teoretyka”, który opowiada o frameworkach, a nie czuje już codziennego bólu ich wdrażania? To ciągła walka o to, by pozostać blisko praktyki i nie odlecieć w świat teorii.
Nie mówię, że każdego to musi dotknąć. Tak po prostu było w moim przypadku i chce Cie po prostu na te tematy uczulić jeśli myślisz o startowaniu czegoś „solo”.
6. Ile zarobiłem na swoim? Wyniki PA
Kto mnie zna - ten wie, że finanse nie są dla mnie najważniejsze.
Ale można pisać o misji i wartościach, to jednak na koniec dnia finanse w biznesie muszą się spinać. Czy decyzja o porzuceniu bezpiecznej pensji Head of Product miała sens?
No to poniżej konkret. Kwoty netto, czarno na białym:
Kilka ważnych zastrzeżeń:
Przychód to nie jest czysty zarobek - poza trenerami, są jeszcze koszty stałe, narzędzia, małe dodatkowe usługi, współprace. Ale jest to niewielka cześć, bo…
…0 zł wydałem na płatne reklamy. Zero Facebook Ads, zero Google Ads, zero sponsorowanych postów. A to zwykle drugi duży koszt w biznesie.
Czy to dużo? Czy mało? Każdy może ocenić sam, przykładając to do własnych standardów czy oczekiwań ile według niego powinien zarabiać solo-biznes.
Ja jaram się jednym faktem: w ciągu 2 lat ludzie powierzyli mi ponad 1 milion złotych. Bez grosza wydanego na promocję.
1 000 000 zł 🤯
To dla mnie niesamowite wyróżnienie i odpowiedzialność.
Sam oceniam to jako coś wręcz abstrakcyjnego. 15 lat temu, dla zwykłego nieśmiałego chłopaka z 20-tysięcznego Chełmna, operowanie takimi kwotami było nie do wyobrażenia.
Perspektywa, że kiedyś ludzie zapłacą mi milion złotych za dzielenie się wiedzą? Brzmiałoby to jak science fiction.
7. Co dalej? Czy wracam na etat?
Patrząc na wykresy powyżej, odpowiedź wydaje się oczywista. Biznes się spina, przychody rosną, perspektywy na 2026 są świetne. Nic, tylko skalować, prawda?
Otóż nie. Czas na plot twist 💣.
Wracam na etat, a dokładnie do pracy “hands-on” przy produkcie AI.
A właściwie... wróciłem już w sierpniu. Mały zespół, Conversational AI, LLMy i już ponad 2 miliony wysyłanych przez AI wiadomości miesięcznie, ~30-40% growth w ostatnich 3 miesiącach.
„Dlaczego gość, który właśnie pochwalił się milionem przychodu i wolnością, dobrowolnie wraca do biura? Dlaczego wraca na front?”.
Myślę, że to wyjaśnią 2 kolejne newslettery.
Czy to koniec Product Academy? Nie, ale oczywiście czekają nas zmiany.
Do usłyszenia w kolejnym wydaniu ;)











Wow, ten suspens na końcu, powoduje, że nie mogę się doczekać kolejnego wydania!
Dziękuję za post! Może nie jestem jeszcze na Twoim etapie 2 lata temu, ale staram się codziennie nad tym pracować. Miałem trochę projektów, które właśnie się nie udały lub mogły się udać, ale podejmowałem złe decyzje. Teraz kiedy (tak myślę) trafiłem w końcu na to co chcę robić to mam na pokładzie 1,5 roczniaka, który zabiera duuużo czasu. Mimo to wierzę, że się uda! Twój post daje motywacji!