Cześć! 👋
„Zawsze dawaj z siebie wszystko” to chyba najgorsza rada w pracy produktowej.
Wiem, bo przez długi czas się jej trzymałem. Zadań było więcej, niż mogłem dobrze zrobić, a ja i tak starałem się każde zrobić na 100%. Teraz uważam, że to był błąd.
Dziś świadomie decyduję, gdzie dać z siebie maksimum, a gdzie wystarczy „good enough”. Pokażę Ci, jak to robię z pomocą frameworku LNO - i jak sam(a) możesz zacząć to robić od jutra. 👇
Po więcej produktowych treści → sprawdź najnowsze wpisy, najpopularniejsze wśród czytelników, posłuchaj podcastu Dodane do Backlogu, albo skorzystaj z moich szkoleń.
W dzisiejszym wydaniu:
Kiedyś dawałem z siebie 100% w każdym zadaniu (i to był błąd)
Gdzie jest Twoja dźwignia w pracy?
Framework LNO
Dwie pułapki: uciekamy od L, chowamy się w N
Mój tydzień w LNO - 5 zadań z mojej listy
Jak zacząć pracę z LNO [SZABLON]
1. Kiedyś dawałem z siebie 100% w każdym zadaniu (i to był błąd)
Każdy PM ma w tygodniu więcej zadań, niż jest w stanie dobrze zrobić: discovery dla nowego tematu, ewaluacja nowego ficzera, backlog, release note, raport dla zarządu, odpowiedzi na pytania zespołu, kolejne spotkanie ze stakeholderem. Większość z nas podchodzi do nich podobnie - chcemy zrobić każde porządnie, bo tak uważamy, ze będziemy robić dobrą robotę.
Ja długo robiłem dokładnie to samo.
Jako perfekcjonista starałem się wkładać w każdą rzecz 100% zaangażowania, żeby efekt był jak najlepszy. Byłem zmęczony, a efekty produktowe nie zawsze były takie, jak bym chciał. Ale wydawało mi się, że dzięki temy robię świetną robotę - przecież byłem tak zaangażowany, a wszyscy zachwycali się moimi notatkami, release note’ami i świetnie opisanymi zadaniami.
Aż kiedyś trafiłem na Shreyasa Doshiego - product managera, który pracował m.in. w Stripe, Twitterze i Google, a dziś doradza choćby w Anthropic-u:
Jeśli chcesz robić dobrą robotę jako PM, nie możesz robić wszystkiego na 100%. Nie każda Twoja praca jest tak samo ważna.
Nie każde zadanie / działanie, które musisz zrobić, daje tyle samo wartości w produkcie. Dobry PM świadomie decyduje, gdzie dać z siebie maksimum, a gdzie wystarczy „good enough".
Ależ to wtedy we mnie uderzyło.
To było zaprzeczeniem tego co właściwie do tej pory robiłem. Moje dopracowane notatki, release note’y i opisy zadań - ok, miały wartość i ROBIŁY WRAŻENIE.
Ale czy dodatkowy czas, który poświęcałem na to, żeby były idealne, naprawdę był tego wart? Czy naprawdę dawał aż taką wartość w produkcie?
2. Gdzie jest Twoja dźwignia w pracy?
Shreyas pokazał to doskonale na metaforze dźwigni. Dźwignia mnoży siłę, którą w nią wkładasz. Tym samym wysiłkiem podnosisz dużo więcej → im dłuższa dźwignia, tym większy ciężar jesteś w stanie ruszyć.
Z zadaniami jest podobnie → niektóra zadania dają większą dźwignię w stosunku do poświęconego przez Ciebie czasu, inne mniej. W niektórych godzina Twojej pracy (siły) mnoży się wielokrotnie, w innych dostajesz mniej więcej tyle, ile w nie włożysz, a w części nawet mniej.
Weźmy trzy zadania z typowego tygodnia PM-a:
1️⃣ podsumowanie prac ze sprintu na Slacka,
2️⃣ podsumowanie zmian w produkcie dla zarządu,
3️⃣ decyzja o tym, który problem użytkowników rozwiązujemy w kolejnym kwartale.
Każde daje jakąś wartość, ale pytanie czy im więcej czasu na nie poświęcisz (i tym lepszy będzie rezultat tego działania) tym więcej wniesiesz wartości do produktu:
Poświęcenie dodatkowych godzin na przygotowanie lepsze podsumowania sprintu 1️⃣ prawdopodobnie niewiele już zmieni.
Jeśli poświęcisz je na lepsze podsumowanie dla zarządu 2️⃣ → może pomóc w utrzymaniu zaufania, i łatwiejsze działania w przyszłości.
Ale jeśli dzięki temu samy czasowi - lepiej wybierzecie problem użytkowników (opportunity) 3️⃣, którym zajmie się zespół w najbliższych sprintach - to naprawdę może zmienić bardzo dużo.
W prawie każdej firmie, w jakiej pracowałem, ta trzecia rzecz miała NAJWIĘSZĄ dźwignię → czyli poświęcony mój czas, najbardziej przekładał się na efekt w produkcie.
Wynika to m. in. z tego, że w pracy PM-a decyzje mnoży praca całego zespołu. Jeśli dobrze wybierzesz problem, kilka osób przez kolejne tygodnie buduje coś, co ma znaczenie dla użytkowników i firmy. Jeśli wybierzesz źle, ta sama praca idzie w coś, co niczego nie zmieni.
I właśnie w takich zadaniach Twoja praca może być warta 10x więcej.
Co więcej, przy dużej dźwigni różnica między dobrą a świetną robotą przekłada się wielokrotnie na sukcesu produktu - Twój dodatkowy czas, wiedza i doświadczenie realnie si na toę przekładają. W pozostałych zadaniach ta różnica będzie coraz mniej zauważalna, niezależnie od Twoich umiejętności.
Świadoma decyzja
Dziś dobra robota zaczyna się dla mnie od świadomej decyzji, w co i ile czasu inwestuję:
⬆️ Najwięcej czasu daję tam, gdzie przyniesie to najwięcej korzyści - czyli w zadania z największą dźwignią.
⬇️ A co za tym idzie, na inne rzeczy świadomie poświęcam go mniej. Ich rezultat nie jest wtedy tak doskonały, jak wymagałaby tego moja perfekcjonistyczna dusza.
Moje notatki są wystarczająco czytelne, release note mówi, co się zmieniło, opis zadania ma tylko to, czego zespół potrzebuje - i na tym kończę. Zaoszczędzony czas idzie tam, gdzie naprawdę zrobi różnicę.
W podejmowaniu tej decyzji - gdzie zainwestować najwięcej czasy - od dłuższego czasu pomaga mi framework, który Shreyas zbudował właśnie na tej metaforze dźwigni - LNO.
3. Framework LNO
Shreyas stworzył framowork LNO (Levarage, neutral, Overhead) we wczesnych latach swojej pracy w Google, kiedy tonął w zadaniach. Zamienił w nim metaforę dźwigni w prosty podział zadań na trzy grupy i do każdej przypisał inny poziom ZWROTU z inwestycji swojego czasu (10x, 1x , <1x).
„ZWROT” to odpowiedź na pytanie: ile wartości dostaję za każdą godzinę, którą włożę w to zadanie? Ja sprawdzam to dwoma pytaniami:
Jak bardzo wynik tego zadania wpływa na produkt i nasze cele?
Czy mój dodatkowy czas, wiedza i doświadczenie realnie zmienią ten wynik?
Z odpowiedzi wychodzą trzy sytuacje:
L - wynik rośnie dużo szybciej niż wysiłek.
Zadanie ma duży wpływ, a każda dodatkowa godzina Twojej pracy go poprawia. Najczęściej to decyzje, za którymi idzie praca całego zespołu - od nich zależy, nad czym ludzie będą pracować przez kolejne tygodnie.
To na nie staram się poświęcić jak najwięcej czasu. To tu robię najlepszą możliwe robotę i mój perfekcjonizm błyszczy.
N - wynik rośnie mniej więcej tak samo jak wysiłek (zwykle też do jakiegoś momentu)
Godzina pracy daje mniej więcej godzinę wartości - nic się nie traci, ale też nic się nie mnoży. Dlatego nie warto wkładać tu więcej, niż trzeba: ta sama godzina w zadaniu L dałaby wielokrotnie więcej.
Od pewnego momentu poprawki sprawiają już tylko, że jest ładniej. Jeśli odbiorca Twoje zadania skorzysta z wersji „good enough” praktycznie tak samo jak z „idealnej” → to to się świetnie nadaje na O.
Na te zadania poświęcam tyle czasu, by zrobić je wystarczająco dobrze. Tyle czasu, ile wystarczy i ani minuty więcej.
O - wynik rośnie wolniej niż wysiłek
Dostajesz mniej, niż wkładasz - godzina pracy daje wartość wartą kilkanaście minut. Przenoszenie informacji z miejsca na miejsce, lepszy raport który mało kto czyta, a ktoś “każe” Ci zrobić - zajmuje dużo czasu, a niekoniecznie poprawi Twój produkt.
Takie zadania najlepiej przestać w ogóle robić. Szkoda na nie Twojego czasu. A jeśli już musisz (np. polityka firmy) - zrób jak najszybciej, nawet kosztem jakości. Shreyas nawet pięknie to podsumowuje: AKTYWNIE RÓB SŁABĄ PRACĘ :D.
W przykładzie z poprzedniego rozdziału wybór problemu na kolejny kwartał to L, podsumowanie dla zarządu to zwykle N, a podsumowanie sprintu ląduje gdzieś między N a O.
3.1. Jak używać LNO?
Samo użycie frameworka jest bardzo proste i sprowadza się do trzech kroków:
1️⃣ Rozpisz swoje zadania. Wszystko, co masz do zrobienia w danym okresie, np. w tym tygodniu - razem z zadaniami cyklicznymi, które łatwo przeoczyć.
2️⃣ Przypisz każdemu literę. Użyj dwóch pytań z poprzedniej części: jak bardzo wynik wpływa na produkt i czy Twój dodatkowy czas go zmieni.
3️⃣ Na tej podstawie świadomie zdecyduj, ile czasu chcesz na nie poświęcić:
L - tyle, ile trzeba, żeby było naprawdę dobrze. Zaplanuj je na godziny, w których masz najwięcej energii (to rada samego Shreyasa), a nie na wieczór, kiedy wszystko inne jest już zrobione.
N - tyle, żeby było porządnie, i ani minuty więcej.
O - najpierw sprawdź, czy da się tego w ogóle nie robić. Jeśli nie, zautomatyzuj albo oddaj. Dopiero na końcu zrób szybko i bez poprawiania.
Kluczowy jest krok 3. Litera sama w sobie nic nie zmienia - zmienia decyzję, którą na jej podstawie podejmujesz. A przesunięcie czasu z N i O do L nie wymaga pracy po godzinach: liczba godzin w tygodniu zostaje ta sama, zmieniasz tylko proporcje.
4. Uciekamy od L, chowamy się w N
Skoro to takie proste, czemu wszyscy nie siedzimy w L? Bo po drodze czekają na nas dwie pułapki:
Pułapka 1: L zostawiamy na później
L jest trudne. Zwykle nie ma jasnej definicji „zrobione”, wynik jest niepewny, a efekt widać dopiero po tygodniach albo miesiącach. Trudno je zacząć, łatwo odłożyć na „spokojniejszy tydzień”, który nigdy nie przychodzi.
Shreyas ma na to jeszcze jedną obserwację, która mi bardzo się sprawdza:
Jeśli boisz się jakiegoś zadania, to często jest sygnał, że to Twoje L.
Zadanie, przed którym uciekasz w odpisywanie na Slacka, prawdopodobnie jest tym, które wniesie najwięcej wartości.
Pułapka 2: chowamy się w N
Zadania „O” łatwo rozpoznać, bo czujesz, że to strata czasu. Z zadaniami „N” jest inaczej i moim zdaniem to właśnie ono jest największym problemem. Zadanie „N”:
dają realną wartość - uporządkowany backlog, dobrze opisany ticket, ładny release note.
dają szybki feedback: zrobione, odhaczone, ktoś zareagował emoji na Slacku. Tak było z moimi dopracowanymi notatkami i release note’ami - wszyscy je chwalili, więc nie widziałem, że to N udające L.
Kłopot w tym, że N podtrzymuje produkt, ale nie buduje jego przewagi - ani Twojej. A czas, który w to wkładamy, prawie zawsze zabieramy zadaniom L.
A co, jeśli to organizacja narzuca mi N i O?
To pytanie słyszę bardzo często, bo to niestety rzeczywistość wielu firm. Często nie wybieramy swoich zadań - firma wymaga raportów, procedur, statusów.
Moja odpowiedź jest prosta: nie zawsze kontrolujesz, co musisz zrobić, ale kontrolujesz, ile w to włożysz.
Wymagany raport mogę zrobić porządnie i bez fajerwerków, a oszczędzony czas oddać L. Powiedzmy sobie jednak szczerze: czasem dostaniesz przez to lekko po głowie.
Ktoś przyczepi się, że raport mógłby być ładniejszy albo dokładniejszy. I to jest jeden z powodów, dla których tak chętnie uciekamy w dopracowywanie N i O - nikt nie lubi negatywnego odbioru.
Z drugiej strony, jeśli dzięki temu zrobisz lepszą robotę w zadaniach L, to jedno niedopracowane O prawdopodobnie nie będzie miało znaczenia. Natomiast dzięki zadaniom L szybko zbudujesz sobie dużo lepsza pozycję w firmie.
5. Mój tydzień w LNO - jak to u mnie wygląda w praktyce?
Po tygodniowym planowaniu naszego zespołu robię sobie jeszcze swoje małe, wewnętrzne planowanie. Wrzucam swoje zadania na jedną listę. Dokładam do nich moje zadania cykliczne, czyli rzeczy, które wracają co tydzień albo przy każdym wdrożeniu. I każdemu zadaniu przypisuję literę: L, N albo O.
Tak wyglądał fragment mojej listy z jednego z ostatnich tygodni:
Rozłóżmy to po kolei.
1️⃣ Pierwsza ewaluacja zmian po wdrożeniu ficzera → L
Muszę zdecydować, jak w ogóle mierzyć efekt, które metryki mają znaczenie, co uznam za sukces, a co za sygnał, że trzeba wrócić do rozwiązania. Od tego zależy, co zrobimy dalej z tym obszarem produktu. Tu nie oszczędzam czasu.
2️⃣ Kolejna analiza wyników dla innego ficzera → N
Brzmi jak to samo zadanie, prawda? Ale przy kolejnej analizie wiem już dobrze, jak mierzyć. Mam sprawdzony sposób, wracam nawet do tej samej rozmowy z Claude, w której przechodziłem ten proces za pierwszym razem.
Moja praca sprowadza się do tego, żeby rzetelnie to wykonać i sprawdzić wnioski. Wartość jest, ale dodatkowe godziny niewiele by do niej dodały.
3️⃣ Wewnętrzny release note → N
Release note po każdym wdrożeniu to zadanie cykliczne. Wkładam w niego trochę pracy, bo zespół i reszta firmy z niego korzystają, ale tylko tyle, ile trzeba, żeby było jasne, co się zmieniło.
Idealnie zredagowany release note nie zmieni niczego w produkcie.
4️⃣ Cykliczny raport wyników na Slacka → O
Raport z wynikami, który regularnie wysyłam na Slacka jest przydatny, ale moje zaangażowanie w niego nie zmienia jego wartości. Liczby są takie, jakie są.
To typowe O, więc zrobiłem z nim to, co z O robić warto, jeśli nie da się przestać - zautomatyzowałem go. Teraz po prostu się dzieje, jeśli raport jest potrzebny.
5️⃣ [Nowe zadanie w trakcie tygodnia] Zgłoszenie z kanału feedbacku → O
To mój ulubiony przykład, bo nie przyszedł z planowania. Pokazuje, że LNO przydaje się też przy decyzjach na bieżąco i że O to świadoma decyzja, a nie zaniedbanie.
Nasz produkt to agent AI. W trakcie tygodnia na kanale z feedbackiem pojawiło się zgłoszenie, że agent zachował się nieprawidłowo w jakiejś sytuacji podczas wewnętrznych testów. Lista na ten tydzień była już ułożona, więc musiałem od razu zdecydować, ile czasu temu dać.
Zwykle staram się taki feedback przeanalizować - zrozumieć, co się stało, ocenić skalę problemu i upewnić się, że nie przełoży się to potem na realnych użytkowników. Tym razem od razu wyglądało mi to na bardzo specyficzny edge case.
Uznałem, że czas poświęcony na analizę nie wniesie wiele, i oznaczyłem zadanie jako O. Zostawiłem je na dole listy priorytetów. Finalnie go nie zrobiłem, bo miałem ważniejsze N i L.
Kilka obserwacji po dłuższym czasie takiej pracy:
Z planowania wychodzą zwykle L i N. Gdyby na planowaniu ktoś chciał mi przypisać O, broniłbym się przed tym już tam.
Zadania rutynowe lądują zwykle między N a O.
Literek O mam bardzo mało. Głównie dlatego, że zwykle po prostu ich aktywnie nie robię.
Litery nie są na zawsze. To samo zadanie potrafi zmienić literę, co widzisz w przykładach 1️⃣ i 2️⃣ poniżej.
Nowe zadania oznaczam zwykle od razu, kiedy wpadają. Nie czekam do kolejnego planowania - decyzja, ile czasu dać nowej rzeczy, zapada na bieżąco.
5. Jak zacząć pracę z LNO [SZABLON]?
Na start zacznij po prostu od 2 kroków. Możesz oprzeć się na start na moim szablonie, który często używam:
1️⃣ Sprawdź, jak to u Ciebie wygląda teraz
Na koniec tygodnia usiądź i spisz swoje zadania z ostatnich dni:
Przy każdym zapisz, ile mniej więcej czasu Ci zajęło. Nie musi być co do minuty, wystarczy szacunek.
Dopiero potem oceń każde zadanie: czy to było L, N czy O?
I porównaj z tabelką z punktu 3 - czy czas, który na nie poszedł, pasuje do litery?
Jeśli wyjdzie Ci, że L dostały resztki tygodnia, a najwięcej godzin poszło w N, to właśnie jesteś w pułapce, o której pisałem wyżej.
2️⃣ Planuj czas świadomie
Przy najbliższym planowaniu (np. tygodniowym) przejdź 3 kroki z punktu 3:
rozpisz zadania,
przypisz im litery
i przede wszystkim świadomie zdecyduj, ile czasu dać każdemu.
Jeśli wolisz, możesz zamiast liter przypisać konkretną liczbę godzin - ważne, żeby decyzja zapadła, zanim zaczniesz pracę.
Ja robię to na swoim małym, wewnętrznym planowaniu zaraz po planowaniu zespołu. Zajmuje mi to kilka minut, a wychodzę z listą, na której od razu wiem, gdzie daję z siebie maksimum, a gdzie wystarczy „good enough”.
Źródła:











Dzięki, muszę tego spróbować, bo wygląda ciekawie. To 10x to zawsze musi być 10x? A co jak cos daje trochę więcej np. 2x - oceniasz to sobie osobno?
No dobra, do ile u Was w pracy to L-ki, a ile N i O w ciągu tygodnia - przyznawać się!
A na poważnie - u mnie bywa z tym różnie, ale ostatnio udaje mi się nawet jakieś 50-60% czasu.